przemoknieta blog

Twój nowy blog

9.

1

nie sądziłam, że budynek, do którego uczęszczam codziennie od września, którym jest moja szkoła będzie dla uczniów taki fajny(?!!). nie myślałam też, że kiedykolwiek w życiu to powiem, cóż niektóre sytuacje zmuszają mnie do tego^^ jutro piątek, a ja mam wolne! od szkoły oczywiście.
teoretycznie i tak się za pewne nie wyśpie. ponieważ jadę na zakupo-spotkanie. eee. plus reklamacja słuchawek telefonicznych, które w ciągu trzech miesięcy się zepsuły. albo może lepiej zabrzmi: ja je zepsułam. czemu mam zawsze takiego pecha z telefonami?!

aaa zresztą. spać idę w nowo-pomalowanych paznokciach w odcieniu czerwieni!

8.

1

nie powinnam tutaj być. zamiast siedzieć w książkach i walczyć z nauką zaglądam w to miejsce. stwierdziłam, że muszę. niby nie jestem humanistką, ale lubię pisać, mimo, że tak niezdarnie mi to wychodzi. często czuję potrzebę, żeby się wygadać. ale nie tak ‚twarzą w twarz’. po prostu, napisać coś. o tym co się dzieje, co unosi się w powietrzu, jaka jest rzeczywistość..
głównie mam ochotę ‚pogadać’ o moim związku. nie wiem czemu, może akurat dlatego, że przed chwilą prowadziłam z Nim rozmowę. dziś było tak nietypowo. trochę jakby smutno. w zasadzie doszłam do wniosku, że szkoła cholernie nas ogranicza. już nawet nie mam na myśli tego, że gdy w szkole rozmawiamy wszyscy patrzą. szczerze? niby nie przejmuję się zdaniem innych, ale ten ich wzrok jest takie aż krępujący. w zasadzie po zajęciach też nie mamy czasu. zdarza się, że kończymy o totalnie różnych porach. nie wiem czemu o tym mówie. jest dobrze. ale czegoś tutaj brakuje. takiej jakby wspólnej samotności. bez otoczenia innych. tego ‚sam na sam’.
i nawet nie potrafię cieszyć się z jutra. przecież będzie chwila ‚dla siebie’. ale sam fakt o edukacji, sprawdzianach i pytaniu mnie przeraża i dołuje.
i mam się uśmiechnąć? po co? zewnętrznie nie potrafię. ale wiem, że gdzieś tam w głębi ‚coś’ się we mnie raduje.
dziś będzie kolejna za pewne nie przespana noc. kawa. i randka. głównie z fizyką plus ‚quo vadis’ i geografia.

‚i mówię Ci to nie pierwszy raz. za nami już, przed nami jeszcze kupa czasu. Ty i ja.’

7.

0

hmm.. jakoś tak biało na dworze. troszkę zimno. chwilami wietrznie. i powrót do rzeczywistości szkolnej. dziś ‚w miarę’ normalnie. w zasadzie pierwszy dzień po dwutygodniowej przerwie. i jeszcze mój niekończący się ból gardła. cóż.. cukierki nie pomagają, no może na chwilkę uśmierzają ból.
poniedziałek. ten zaczął się wprost wyśmienicie. ciekawe czy cały tydzień będzie taki zjechany. chyba po raz pierwszy w tym roku wstałam o tak wczesnej porze. jakąś godzinę później miałam autobus. o dziwo na przystanek poszłam dosyć wcześnie jak na mnie, bo już nie raz zdarzyło się biec na owego złoma-,- cóż.. co najmniej 1o min spóźnienia transportu plus to, że do menkola nie wsiadłam. czemu? bo zacny pan kierowca nie otworzył tylnich drzwi, a reszta była tak zapchana, że nawet przez głowę by mi nie przeszło by się tam wcisnąć. wybaczcie, ale nie jestem aż tak szczupła. ale od czego ma się tatę, telefon i 48 gr na koncie? pff.. przyjechał i nawet się tak bardzo nie spóźniłam o,O
w szkole jakimś dziwnym trafem czekała na mnie niespodzianka, o której co nieco wiedziałam. mimo wszystko byłam bardzo zaskoczona. oczywiście pozytywnie. ‚kaktus w sercu’ – książa od mojego mężczyzny. czemu on spełnia większość moich zachcianek?
hmm.. rozmowa z przyjacielem też była fajna. taka szczera i w pewnych momentach zabawna. generalnie mówiąc cieszę się, że mam taką osobę, która może mi poradzić coś w sprawach damsko-męskich i nie tylko, patrząc na to z perspektywy faceta.
byłabym zapomniała. dotałam 2 z chemii. juuupi. /żałosne/ i że niby mam to jakimś cudem poprawić? pff.. u tej kobiety się nie da. na jej lekcjach sama mówi do siebie, albo do ściany, zależy co kto woli.
mimo wszystko pozytywnie, ale spać mi się chce.

‚co mogę zrobić to żyć do utraty tchu!’

6.

0

mój dzisiejszy dzień zaczął się bardzo wcześnie. co prawda zasnęłam o godz około 5:oo, wtedy kiedy mama wstawała do pracy, na pierwszą zmianę. a wyglądało to mniej-więcej tak, że pół nocy ślęczałam nad gazetą i krzyżówkami, plus sudoku i jakieś łamigłówki. czy ja, aby na pewno jestem zdrowa? a wszystko zaczęło się od niewinnego prostowania włosów. później kąpiel, bardzo gorąca. i wygodny fotel w moim pokoju wraza z ową lekturą. między czasie była przerwa na mleko, cholernie chciało mi się pić. póżniej stwierdziłam, że pepsi twist to jest to, czego pragnę. co prawda w kuchni była tylko zwykła pepsi, ale od czego ma się cytrynę? którą później, eee zjadłam. na końcu były ogórki.. niestety konserwowe, bo kiszone tylko w piwnicy, do której nie chciało mi się zaglądać w środku nocy. a dziś usłyszałam pytanie od mojego faceta ‚jesteś w ciąży?’. Yyy, czy ja do cholery przytyłam?^^

nie chcę nikomu mówić o moim szczęściu. poza tym, co to kogoś obchodzi? każdy ma swoje problemy i czyjeś sprawy omija szerokim łukiem. w zasadzie to tak do końca nie wiem, co miałabym powiedzieć. może po prostu to, że czuję się radośnie? to, że nauczyłam się pływać? to, że potrafię latać? bezsens. każdy kto ma przy sobie jakieś bliskie osoby może tak powiedzieć. ja chcę być oryginalna…

jestem przemoknięta. tym razem szczęściem!
impulsywna przyjaźń. <3

5.

0

zastanawiam się czemu w moim porozwalanym pudle jakim jest mój komputer nie ma ‚pozytywnych’ i radosnych piosenek. hmm.. widocznie dotychczas nie miałam powodów by się uśmiechać.
w zasadzie dziwi mnie moja nagła przemiana w optymistke. ale wolę się nad tym nie zastanawiać, bo znów wrócę do poprzedniego ‚stanu’.

‚to nie tak jak myślisz kotku.’ generalnie mówiąc fajny film. ale oczekiwałam czegoś romantycznego, a tego tam brakowało. w sumie fajna przeplatanka zawirowań, ale szczerze mówiąc już lepsze towarzystwo niż sam film^^

jeszcze tylko dwa dni i powrót do szarej i brutalnej rzeczywistości. to pierwsze może być, ale brutalność nauczycieli mnie przeraża. więc co ja tu do cholery robię?! powinnam już dawno siedzieć w książkach.. zaległości? ależ skąd. to tylko koniec semestru, w którym trzeba się postarać o dobre wyniki -,-

;***

4.

1

hmm.. zastanawiam się od czego zacząć. w zasadzie jestem prawie o rok starsza, ale to chyba nie znaczy, że mądrzejsza, prawda? w takim razie będzie tak jak dotychczas. poprzedni rok pożegnałam spokojnie. mam na myśli to, że bez żadnych libacji alkoholowych. ograniczając się do jednego słowa, było cudownie. w takim towarzystwie noc sylwestrowa to coś wspaniałego.
a teraz będzie po prostu lepiej. mój ‚kryzys psychiczny’ minął. jest pozytywnie.
i w końcu zaczynam się uśmiechać, mimo, że nie umiem. ale chyba lepiej nauczyć się później niż wcale, nieprawdaż?

tańczę wśród chmur.

3.

1

co ja tu robię? sama nie wiem. chyba muszę się ‚wygadać’. bo spotkało mnie największe szczęście jakie tylko może być na tej bezludzkiej ziemi. wystarczyła szczera rozmowa z nim. i od razu lepiej.. jakoś tak zupełnie inaczej się czuję. szczęśliwsza? być może. po prostu lepsza.
powinnam podziękować. ale to chyba nie jest zbyt najlepsze miejsce.

smile? oczywiście!

2.

0

tym razem jestem nieco wcześniej. cóż nie codziennie zdarza mi się chodzić spać o godz około 4:oo. a następnego dnia o 15:oo [w zasadzie tego samego dnia, ale cóż^^], budzi mnie mama wracająca z pracy i nieco zdenerwowana. szczerze? nie dziwie się jej. ekhm, tak wygląda moje ‚poukładane’ życie.
tak na marginesie mówiąc i totalnie odbiegając od wszystkiego, to nie nadaje się do związków. w zasadzie moje życie kręci się teraz wokół jednego. w zasadzie faceta, który jest ideałem dla wielu ‚panienek’, jakby to niektórzy określili. tylko czemu ja nie potrafię tego docenić?! czemu boje się, że coś rozwale? taka głupia ‚niepewność’. w zasadzie nie, to nie to określenie. i do tego nie mogę się wysłowić. eee ;|

wszystko jutro. zaczynam się bać.

1.

1

fakt faktem, że nie założyłam tego oto bloga z miłości, ale bardziej z przymusu. cóż mylog nie działa. a ja nie potrafie ‚żyć w ciszy’. brakuje mi tego (?!) równie dobrze mogłam przenieść się na kartkę papieru, ale jakoś nie sądze, aby mógł by to być dobry pomysł. w końcu nie jestem humanistką. profil matematyczno-geograficzny jest raczej działem ścisłym.
i zastanawiam się nad życiem, które tak cholernie mnie przeraża i przerasta, mimo mojego małego wzrostu. co ja do choinki będę w życiu robić? plany i marzenia jakieś są, tylko szkoda, że nie związane z tym, z czym powinny mieć związek. poza tym inteligentnie buduje zdania. ktoś mówił, że jestem inteligenta? cóż, teraz wychodzi mój stopień tej oto zaleto-wady.
to nic, że jestem pieprzoną egoistką, która nie potrafi poradzić sobie z ‚miłością’. to nic, że nie panuje nad emocjami i uczuciami. to nic, że wtedy kiedy nie trzeba jestem cholernie bezpośrenia i potrafię wszystko wygarnąć. to nic, że od dawna chce się zmienić, a nie wychodzi. pff.. i to nic, że sama wiecznie stwarzam sobie problemy. jestem mistrzynią we wszystkim, co negatywne. dlaczego nie potrafię znaleźć w samej sobie pozytywnych cech, o których co nieco, czasami ktoś coś wspomni. jedyne to, co ‚podoba’ mi się, to tylko moje brązowe oczy. co prawda nie wiem jakim cudem to się stało, bo rodzice mają totalnie inne kolory tych oto ‚organów’(?!) [cóż, nie jestem zbyt dobra z biologii-,-] odbiegam od tematu, jak zawsze. i na dodatek uparta, jak osioł [bez obrazy dla osłów, czy tam ośląt. jeden uj.]
jutro o tej porze będę ‚świętować’ nowy rok. z jednej strony ciekawa jestem jaki będzie, a z drugiej mam to za przeproszeniem w dupie. ale może tym razem się uda. i w końcu zjawi się jakiś nierealny cud i wszystko się zmieni. albo chociaż jakaś cząstka mnie.
nie chce być potworem, tak jak do tej pory. w tym roku, po raz pierwszy to ja ‚zakończyłam znajomość’, a nie ta druga osoba, którą praktycznie zawsze był jakiś frajerowaty facet. zresztą nie warto tego rozgrzebywać. było, minęło. mam nadzieję, że nie powtórzy się. nie mam zamiaru pisać jakiejś epopei na mój temat. co prawda już to pewnie robie od początku moich beznadziejnie beznadziejnych zapisków. ale cóż, jak wspominałam wcześniej – nie jestem polonistką! i moja nauczycielka od tego oto przedmiotu powinna to zrozumieć. cóż, jade na samych trójach. to przecież też ocena, nieprawdaż? ;|

skoro wskoczyłam do tej rzeki, muszę sobie jakoś poradzić, nauczyć się pływać. sama sobie to stworzyłam. pretensje? ależ skąd, mogę je mieć tylko do siebie. i żyję nadzieją, że się nie utopie^^ żałosna jestem.

chyba nastał czas na sen. bo znając mnie, jutro będzie zgon do południa. z tym też trzeba jakieś zmiany!

czemu przemoknięta? a bo ja wiem? może dlatego, że ostatnio trafiam na deszcz, a tęcza nie jest zbyt kolorowa i ucieka ode mnie. co z tego? przecież kocham szarość…


  • RSS