przemoknieta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2013

171.

0

problemy się nawarstwiają. czuję się jakbym dostała jakąś karę. jakbym to ja musiała dźwigać połowę kuli ziemskiej.. i nie rozumiem za co jestem obwiniana, skoro nawet nie było mojego udziału w pewnych momentach.. czuję się taka mała w zaistniałej sytuacji. czuję, że to jakaś szkoła życia, która ma mnie czegoś nauczyć. a ja, jak zwykle wmawiam sobie, że zacznę żyć inaczej. jak wszyscy. towarzysko. mając sztucznych przyjaciół topiących swe smutki. udających jak jest zajebiście. tylko nie wiem po, co mam to robić. po, co mam udawać kogoś kim nie jestem i kim nigdy nie będę. jest mi dobrze w tym życiu, które mam. brakuje jedynie jednej jej cząstki. czegoś, co dotychczas myślałam, że jest nieulotne, że zawsze będzie…

czuję się źle. od dłuższego czasu jest ciężko, a z każdym dniem jeszcze ciężej. pojawiają się coraz to nowe przeszkody. lubię się izolować. lubię sama to znosić. nie chcę o tym rozmawiać. nie daje mi to ulgi. chce sama przez to przebrnąć. mimo, że dotychczas było inaczej..

zakupy nie pomagają. zaliczenia nie cieszą. wstawanie z łóżka jest zbędne. nie wiem ile jeszcze wytrzyma moja psychika. najważniejsze to uśmiechać się do wszystkich wkoło i kłamać jak jest wspaniale.

zabrano mi coś, co nie potrafi umknąć moim myślom. czuję się jak na bezludnej wyspie, gdzie każdy dzień to walka o kolejne jutro w dążeniu do celu.

dostałam po ryju. bardzo boleśnie. a blizny nie chcą się zagoić. zwyczajnie sprzeciwiają się..

najgorsze jest poczucie winy. bo sama do tego doprowadziłam. sama zamknęłam się na klucz, ale dlaczego nie mogłam tego zrobić? skoro było mi tak dobrze.. i gdybym mogła wrócić do poprzedniego wcielenia, to naprawdę niewiele bym zmieniła..

 

tak się właśnie czuję. i właśnie tak minął dzień dwudziesty siódmy miesiąca stycznia, roku najwidoczniej pechowego.

 

‚zatańcz ze mną, proszę..’

170.

0

„nigdy nie dam sobie wmówić, że nie warto.”

moje nowe motto życiowe. wygrzebane z facebooka. żałosne, o tak. idealne określenie. bo facebook to teraz drugie (po tym rzeczywistym) życie większości ludzi. nawet moje. mimo, że rzadko dokonuje jakichkolwiek wpisów, komentarzy albo podobnych rzeczy to czynnie uczestniczę w tej zbiorowej ‚egzystencji’. przeglądam, grzebie, szukam, klikam.. eh, jak każdy.

a może to część przywiązania. chwila dnia, wykonywana cyklicznie. nałóg. chęć posiadania większej ‚wiedzy’ na tematy bliżej nieokreślone. choroba. zamiłowanie. lub zwykła zazdrość na widok nowej torebki koleżanki ze zdjęcia.

ludzie są sentymentalni. przywiązują się do pewnych faktów, rzeczy, osób.. wpadają w nałogi. szukają wiedzy. chorują. zazdroszczą.

każdy w swojej kolekcji posiada coś, co kocha…

 

i powróciłam do piosenki, której nie tak dawno słuchałam. Ben Cocks – so cold
usłyszana w ‚Lekarzach’ (sez.1, odc.7) [ps. ludzie, którzy dobierają piosenki do różnorodnych scen filmowych muszą mieć nieograniczoną wiedzę i wyczucie, podziwiam].

smutna piosenka. i zazwyczaj smutne piosenki wpędzają mnie w większą depresje. z tą piosenką jest inaczej.

 

czas. on nas goni. i chce wyprzedzić.. on ma władzę nad każdym.

 

uczelniany młyn. w ciągu jednego dnia trzy egzaminy + projekt. dam radę. mówię, że chce piątkę. będzie piątka. ostatnio usłyszałam, ‚ale Ty jesteś ambitna’. tak, pomijając fakt, że chęć posiadania pozytywnych ocen motywuje stypendium naukowe. nieambitna materialistka.

 

cała jestem żenująca.

169.

0

tak się zastanawiam po, co i w jakim celu tutaj zaglądam i wypisuje te wszystkie rzeczy, które wypisuje..

nie mam z kim porozmawiać. nie mam się komu wygadać.  wyżalić się też nie mam komu. ale nawet bym nie chciała. nie umiałabym. wiem, jestem głupia. cóż.

 

jest mi jedynie zajebiście przykro.

załamały się moje marzenia. życie zwolniło. i zwyczajnie jest inne.

nadszedł czas żeby wziąć młotek i wbić sobie do głowy pewne fakty. oczywiście to bolesne, bardzo bolesne, ale nieuniknione. życie trwa nadal. chyba..

 

 

nie ma zakończenia z happy end’em. takie coś n i e  i s t n i e j e !

do widzenia.

168.

0

jest tylko jedna osoba, która wie o mnie zupełnie wszystko, więcej niż ja sama o sobie. osoba, która zna każdą moją tajemnicę. rzeczy których zwyczajnie się wstydzę, a przy niej wstyd odchodzi. sekrety, których nie jestem w stanie powiedzieć nawet osobie o najbliższym pokrewieństwie. osoba, do której mam słabość, do której czuję coś, co nawet teraz ciężko jest mi wypowiedzieć. osoba, która stanowi już ponad jedną piątą część całego mojego życia. tak wiele nas łączy, a zwyczajnie nie potrafimy się porozumieć.. chcę  przeżyć to jeszcze raz. od początku. krok po kroku. tak bardzo brakuje mi ‚normalności’. nie potrzebuję udziwnień. wyjazdów na Himalaje. nie potrzebuję złotego łańcuszka, ferrari, willi z basenem, życia na wysokim poziomie,…. to wszystko jest zbędne. dobrze czuję się nie mając tych wszystkich drogocennych rzeczy. dzięki temu mam marzenia, które chcę realizować. realizować wspólnie i stopniowo, bez pośpiechu..

pieniądze odbierają ludziom rozum. nie, nie pieniądze. chęć ich posiadania, coraz to większych kwot. rywalizacja, walka, gonitwa.

rozumiem, że czasem cel jest szczytny, że chcemy zaspokoić potrzeby innych osób, ale nie tędy droga. wiem, że mam wredny charakter, że jestem podła, arogancka, zimna i często chłodna. ale czy to kwalifikuje mnie do posiadania rzeczy tylko i wyłącznie materialnych(?)…

zatrzymaj się. bo życie cię ominie..

 

nie lubię mszy w intencji bliskiej osoby. naprawdę nie lubię. może to złe słowo i źle to określam i wiem, że jest ona w dobrej wierze, że pomaga i można by wymieniać same zalety. ale ja zwyczajnie nie umiem się zachować. po prostu łzy napływają mi same do oczu. niekontrolowanie. nie potrafię tego ‚zatamować’. powinno się być dzielnym, przed rodziną, okazywać wsparcie, nie mazać się.. a czuję, że przez moje zachowanie wpędzam bliskich w większe zakłopotanie, że nie wierzę, że się uda. a wierzę(!), ale samo słowo ‚śmierć’ jest tak potężne i przerażające, że zwyczajnie boję się kilku najbliższych dni, tygodni, mam nadzieję, że miesięcy. zwyczajnie nie jestem na to gotowa. mimo, że mam świadomość, że po prostu taka jest kolej rzeczy. najgorsze jest to, że każdy przeżywa to ‚po cichu’, w samotności, że każdy się ukrywa, udaje, że jest w porządku, a tak na prawdę boimy się, udajemy.. sama nie wiedziałam, że aż tak będę to przeżywać, bo do niedawna nic do mnie nie docierało, nie wierzyłam w to, co się dzieje, a teraz odkładam już szóstą chusteczkę i sięgam po kolejną…

przepraszam.. i chcę, żeby się udało. mam nadzieję, chcę i wierzę!

nie chciałam o tym mówić, pisać, rozgrzebywać. ale nie potrafię już milczeć, pokazywać, że jest dobrze. nie chcę o tym rozmawiać, nie chcę nakręcać się i wpędzać w najgorsze.. musiałam krzyknąć, raz, drugi, trzeci.. tyle. teraz zbieram się w całość!


  • RSS