przemoknieta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2009

56.

0

nienawidzę wtorków. wrr.. te lekcje. ale ważne, że żyję.

zastanawiam się nad zmianą wizerunku. zewnętrznego rzecz jasna. ale nic konkretnego nie przychodzi do głowy, poza skróceniem włosów. bardzo mocnym skróceniem. nie, nie. muszę mieć długie. o tak! zmiana koloru najwcześniej w lutym. zmiana wagi na mniejszą raczej nie wyjdzie. a operacje plastyczne nie wchodzą w grę. więc zostaje przy tym, co mam. trudno.

lecz lubię różowy.
i uwielbiam brzydulkę.

‚uśmiech przemycić na twarz..’

;xx

55.

0

kupiłam spodnie. ale muszę je oddać. będę się modlić żeby je przyjęli spowrotem, albo chociaż pozwolili wymienić..
dziwny zwrot akcji.

i czuję się lepiej?

54.

2

nie zrozumie ten, który przez to nie przeszedł.

53.

1

nastrój: melancholijny.
kategoria: przygnębiająca.
stan: trudno określić.

nie lubię poniedziałków. mimo, że niedziela jest tym pierwszym dniem tygodnia, co w codziennym życiu jest trudno zauważalne. to jednak poniedziałek zawsze jest ciężki. wszystko się zaczyna.. kolejny strach, stres i wszystko, co z tym związane.

dziś był u mnie pewien mężczyzna, brał wymiary okien. i zaczęła się rozmowa na temat studiów. bo jego córka to, i tamto. w tym roku pisze maturę i on marzy, żeby ona była inżynierem. a studiów zaocznych nie uznaje. co to za życie? kiedy rodzice decydują o przyszłości dziecka? czy ono już nie ma nic do gadania? jak spierdoli część życia to będzie miała pretensje do siebie. a jeżeli rodzice będą ingerować i wybierać kierunki nauki, co okaże się błędem, pretensje trafiają na ręce rodziców. chore. dlatego cieszę się, że moi rodzice już teraz dają mi wolną rękę. często mogę robić, co chcę. może mi ufają, bo wiedzą, że nie zrobię nic głupiego. raczej nie oddam się w złe towarzystwo i nie zajdę w ciążę.
może i jestem surowa dla innych. może za dużo wymagam. ale sama oczękuję tego samego od siebie. staram się jak tylko mogę.
uczulona na papierosy. alkohol. narkotyki. i wszystko co prowadzi do zła.
czy to takie złe? wiele osób powiedziało- świętoszka. może i w pewien sposób tak. co z tego? mam prawo.

staram się być tylko sobą..

i znów ta muzyka.. znów ponuro i smutno. warto, bo na sam dźwięk, aż łzy w oczach.

52.

0

tak dużo zmian. i przemian. komplikacji. i nieładu. to chyba coś w rodzaju ‚stresu’. chyba nie potrafię tak szybko zaklimatyzować się w nowej sytuacji, jaką jest szkoła. tak wiem, przechodziłam przez to wiele razy. ale każdy następny jest inny, bardziej dorosły i wiąże się z dużą odpowiedzialnością na przyszłość. może po prostu się boję? i nieogarniam tego wszystkiego? nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. bo jednak czuję, że trochę się zmieniam. i zależy mi na szkole. na wiedzy i ocenach, mimo, że nie każde są sprawiedliwe. ale przecież warto się starać. przyszłość mniej-więcej mam zaplanowaną, a żeby dążyć do jej realizacji muszę wziąć się za siebie. nie wiem czy podołam, ale po co marnować czas? marzenia muszą się spełnić. i będzie o wiele łatwiej..

a teraz mam ochotę na gorącą kąpiel w ogromnej ilości baniek mydlanych.
idę spełnić moje pragnienie.

w oczekiwaniu na realizację życia.

;xx

51.

2

skrzypce. pianino. gitara. grzechotki. cymbałki. i lekkie uderzenia bębenka.
po prostu kocham!
usłyszane przypadkowo, zakochanie w rzeczywistości.
aż się rozmarzyłam. uchh..

i powiało smutkiem…

1/2 setki.

0

i znów weekend. i znów przeminie bardzo szybko. i znów zabraknie czasu.
wrr.. wrr.. wrr..
nienawidzę tego!

po całym tygodniu męczeńskiego uczęszczania do szkoły jestem wypompowana. odczuwam potrzebę snu!
i idę do wanny. poleżeć. odpocząć.

a zaległości naukowe trzeba niestety nadrobić. wrr.. wrr..

;X

49.

0

nie będę robić sensacji. to tylko nowy rok szkolny. i kolejny etap życia. dam radę. na pewno dam radę. musze sobie poradzić!
nie będę zaprzeczać, że się nie boję. bo na samą myśl mam dwadzieścia kilo w gaciach.

pierwszy „szkolny” weekend przeminął. jakiś taki szybki był. czuję, że znowu będzie mi na wszystko brakować czasu. że znowu wszystko zaniedbam.. ech.

a Ciebie kocham.

;xx

  • RSS