przemoknieta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

48.

0

mam wrażenie, że już rozumiem życie.. że wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale jednocześnie boję się, że stało się to za szybko. nie, nie chodzi o to, że uważam się za dorosłą. po prostu zrozumiałam parę spraw. a tak na prawdę chyba zawsze o tym wiedziałam, tylko teraz nadszedł taki czas refleksji.. zaczynam się obawiać o to wszystko.

powracając do rzeczywistości i minionego tygodnia, który w zasadzie dopiero dobiega końca, nic nie żałuję. każdy dzień i każda chwila była inna, taka bardziej wyjątkowa. tylko nasza. w końcu czas poświęcony tylko dla siebie, bez ingerencji innych osób.
miałam wspomnieć o Krakowie. ale co tu dużo mówić? było bosko. będąc w pociągu padał deszcz, jak tylko wysiedliśmy wszystko ucichło. jakby się świat zatrzymał. jedynie kałuże zostały na ulicach. i wyszło słońce. był rynek. i spacer. galeria też się znalazła. niby zwykły dzień dla miliona osób, a dla mnie taki wyjątkowy..
mimo to wszystko, że podoba mi się Kraków, to raczej nie wiąże z nim przyszłości. nie myślę o studiach w tym mieście. wydaję się być takie przereklamowane jeśli chodzi o tą dziedzinę życia. a wszystkie te uczelnie mają po prostu wyrobioną opinię, na której wszyscy się koncentrują, są inne miasta, mniejsze, większe, nieważne. ale równie posiadające dobre szkoły. nie chcę być jak ci wszyscy ludzie, których mijałam na rynku krakowskim. trochę jakby zagubieni, udający, że się ciągle uczą. goniący życie, byle by tylko przetrwać. nie chce ‚marnować’ pięciu lat, na mieszkanie w obcym mieści i równocześnie studiowanie codziennie, utrzymując się z pieniędzy rodziców, a po skończonych studiach mieć jedynie papierek w ręcę, bez żadnego zabezpieczenia finansowego czy czegoś w tym stylu. ponadto nie prawdą jest, że po studiach dziennych ma się większą wiedzę niż po zaocznych. to wszystko zależy od człowieka i od tego, jak się do tego przyłoży i czy potraktuje ten dział życia poważnie.
tak wiem, jestem młoda i mogę jeszcze wiele razy zmienić zdanie i liczę się z tym. szkoda tylko, że czas tak szybko płynie..

aaa.. i dziękuję za ten czas, spędzony wspólnie już tak długi czas..
i za dzisiejsze kino. masakrycznie spodobał mi się film. może i był banalny, ale prawdziwy. zwykła ludzka rzeczywistość ukazana w komedii.
;XX

47.

2

hmm.. środa. typowy dzień targowy, że się tak wyrażę. byłam dziś w owym miejsu. i jestem zaskoczona. negatywnie oczywiście. zwykła, tania chińszczyzna, która kosztuje grosze, a ludzie chcą się o to pozabijać. czułam się jak na ringu. jeden szarpnął, drugi uderzył, trzeci stanął na nodze i tak dalej. dobrze, ja to wszystko rozumiem, że ludzie potrzebują czegoś co kosztuje mniej, ale nie w tym tkwi problem. mam na myśli ich zachowanie. przecież to żałosne. zabijają się o zwykłe rzeczy materialne. licytują się, kto to kupi. jeszcze szybciej z tamtąd uciekłam niż przybyłam, a był to mój pierwszy taki ‚wypad’ i mam nadzieję, że ostatni. chciałam zobaczyć, co ludzie wtedy sprzedają. przekonałam się, zobaczyłam w jaki sposób kupują i wystarczy.

czwartek, czyli jutrzejszy dzień. w końcu upragniony Kraków. z Nim.
wymaluję paznokcie na koralowy odcień i uciekam spać. czeka mnie krótka noc.
do zobaczenia :)

;XX

46.

4

wtorek. i pomyśleć, że za tydzień kolejne rozpoczęcie roku szkolnego. po prostu nie wierzę, że to wszystko tak szybko przeminęło.. ważne, że ten tydzień jest wspaniały. tak a propo. dziękuję publicznie ;x

ciachnęłam dziś troszkę włosów. nie będę ich opłakiwać. za chwilkę pójdę i ciachnę więcej. co mi szkodzi? po długości zostają takie, jakie były, w końcu chcę mieć długie, lecz ze względu na to, że nie miałam już, co z nimi zrobić, to nieco chę je ‚wycieniować’^^

chyba ucieknę już spać. w zasadzie czuję sie zmęczona, chociaż można powiedzieć, że nie mam powodu do takich odczuć, lecz to może skutki rozgrzanej pogody tak na mnie działają :)

życzę udanych końcowych wakacji, do usłyszenia :)

;xx

45.

0

siedząc przy biurku dostrzegłam w oknie fajerwerki. początkowo pomyślałam, że komuś pomylił się sierpień z grudniowo-styczniowym sylwestrem. lecz jednak myślę, że te różnokolorowe gwiazdki, rozpryskujące się na niebie pochodzą z zabawy weselnej. aczkolwiek muzyka nie ma takiego zasięgu, bym słyszała ją u siebie w pokoju. to nic, że ów dom weselny znajduje się parę kilometrów od mojego obecnego pobytu w moim mieszkaniu. w zasadzie gdzie mogłabym być o tej porze jak nie u siebie? pff..

wzięłam się za hiszpańki. i to aż niemożliwe, mimo, że realne, ale pamiętam praktycznie wszystko. tak, wiem. może przesadziłam z ‚wszystkością’, ale czuję się bardzo zdziwiona. i nasuwają mi się jedyne wnioski, iż ten język jest bardzo przyjemny i w zasadzie prosty. przez głowę przeszła mi nawet myśl, że mogłabym jakoś powiązać przyszłość z danym przedmiotem. oczywiście wszystko wyjdzie w przysłowiowym praniu. mimo to, denerwują mnie moje częste zmiany decyzji i brak wiary w siebie, że nie dam rady i tak dalej.

hmm.. w ostatnim czasie zafascynowała mnie kulinaria(?). codziennie wymyślam sobie różnorodne sałatki. obiadowe, albo kolacyjne. zależy. w sumie kręci mnie to, obiady też lubię wymyślać. robić coś swojego. cóż, każdy ma jakieś pasje(?). -ja mam ich chyba stanowczo za dużo. często coś odkrywam.

nie wiem czemu tak o wszystkim piszę. po prostu miałam ochotę. od kilku godzin siedzę i do nikogo się nie odzywam, bo wszyscy śpią, ciekawi mnie jedynie to, ile ja będę spać. wrrr.. miałam to zmienić. na kilka dni, albo i nawet kilkanaście udało się, ale nadal powróciłam do wcześniejszego ‚trybu życia’.

zapomniałabym dodać, że powróciłam do starych piosenek. tak zupełnie przez przypadek. i jeszcze lepiej się zrobiło!

pójdę już spać. dobrej nocy :)

aaa. jeszcze jedno. czuję się niezdecydowana. nie wiem czemu.

;xx

44.

2

szczerze? nie interesuje mnie to, co inni o mnie myślą. nie obchdzi mnie czyjaś opinia. po prostu bawię się teraźniejszością. mam do tego prawo. i nic nie poradzę na to, że brakuje mi czasu. to nie moja wina, że on tak nieubłaganie płynie. że niedługo kolejny ciężki rok szkolny, co wiąże się z jeszcze większą ilością braku czasu. trudno.. takie życie.

staram się nie nudzić. każdą chwilę jakoś organizuje, co prawda w zasadzie nie muszę. wszystko samo się jakoś układa. to sprzątanie, na które ostatnio mam bzika. jakiś obiad, albo sałatka do zrobienia. prasowanie i tak dalej.. zwykłe codzienne sprawy, które wydawałoby się, że nie zajmują dużo czasu. a jednak..

i może to śmieszne, ale zaczęłam nieco powtarzać matmę i angielski. na razie tylko na te dwa przedmioty znalazłam chwilkę. i książkę kończę czytać.

ogólnie, czuję się pozytywnie nastawiona do życia.
i mimo, że dobiega koniec wakacji -chciałabym ten ostatni tydzień. bo mam nadzieję, że będzie cudowny..

;xx

43.

2

wydaje się, jakby była niedziela. bo święto, bo msza, bo kościół, bo niby wszystkie sklepy pozamykane..
tak inaczej, słonecznie. ciepło. aż chce się żyć! rower.. ach. dłuższa droga. chociaż ten dzień, cały. w pełni cudownie spędzony.

i dziś płakałam ze śmiechu. i było tak fajnie..

przemoknięta łzami szczęścia!

;xxx

42.

3

Within Temptation – Our Farewell

kocham tą piosenkę.. aż chce się słuchać.

:(

41.

1

wiesz? od razu mi lepiej. to dzięki poniedziałkowi.

;xx

zakochana na nowo.

40.

2

to nie był dzień moich marzeń. wręcz przeciwnie. jak zawsze było inaczej. nie tak jak w planach. ale cóż, nie przez każdego jest się lubianym. może to zły trop. i może tu wcale nie chodzi o ‚lubienie’. ale co ja mam innego myśleć? trudno, ale coraz gorzej jest mi to znosić.
chciałabym choć trochę normalności. choć jeden dzień. żeby był taki wyjątkowy. po prostu inny. czy to zbyt wiele jak na wakacje? nie chce ogranicznika. czasu jest tak mało. nie chcę go marnować na kłótnie i ciągłe wykonywanie tych samych czynności.

‚nikt nie stoi wszyscy dobrze się bawią, a może właśnie teraz…’

o trzy krople za dużo..

:((
dziękuję chociaż za ten rower..

  • RSS