przemoknieta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

3.

1

co ja tu robię? sama nie wiem. chyba muszę się ‚wygadać’. bo spotkało mnie największe szczęście jakie tylko może być na tej bezludzkiej ziemi. wystarczyła szczera rozmowa z nim. i od razu lepiej.. jakoś tak zupełnie inaczej się czuję. szczęśliwsza? być może. po prostu lepsza.
powinnam podziękować. ale to chyba nie jest zbyt najlepsze miejsce.

smile? oczywiście!

2.

0

tym razem jestem nieco wcześniej. cóż nie codziennie zdarza mi się chodzić spać o godz około 4:oo. a następnego dnia o 15:oo [w zasadzie tego samego dnia, ale cóż^^], budzi mnie mama wracająca z pracy i nieco zdenerwowana. szczerze? nie dziwie się jej. ekhm, tak wygląda moje ‚poukładane’ życie.
tak na marginesie mówiąc i totalnie odbiegając od wszystkiego, to nie nadaje się do związków. w zasadzie moje życie kręci się teraz wokół jednego. w zasadzie faceta, który jest ideałem dla wielu ‚panienek’, jakby to niektórzy określili. tylko czemu ja nie potrafię tego docenić?! czemu boje się, że coś rozwale? taka głupia ‚niepewność’. w zasadzie nie, to nie to określenie. i do tego nie mogę się wysłowić. eee ;|

wszystko jutro. zaczynam się bać.

1.

1

fakt faktem, że nie założyłam tego oto bloga z miłości, ale bardziej z przymusu. cóż mylog nie działa. a ja nie potrafie ‚żyć w ciszy’. brakuje mi tego (?!) równie dobrze mogłam przenieść się na kartkę papieru, ale jakoś nie sądze, aby mógł by to być dobry pomysł. w końcu nie jestem humanistką. profil matematyczno-geograficzny jest raczej działem ścisłym.
i zastanawiam się nad życiem, które tak cholernie mnie przeraża i przerasta, mimo mojego małego wzrostu. co ja do choinki będę w życiu robić? plany i marzenia jakieś są, tylko szkoda, że nie związane z tym, z czym powinny mieć związek. poza tym inteligentnie buduje zdania. ktoś mówił, że jestem inteligenta? cóż, teraz wychodzi mój stopień tej oto zaleto-wady.
to nic, że jestem pieprzoną egoistką, która nie potrafi poradzić sobie z ‚miłością’. to nic, że nie panuje nad emocjami i uczuciami. to nic, że wtedy kiedy nie trzeba jestem cholernie bezpośrenia i potrafię wszystko wygarnąć. to nic, że od dawna chce się zmienić, a nie wychodzi. pff.. i to nic, że sama wiecznie stwarzam sobie problemy. jestem mistrzynią we wszystkim, co negatywne. dlaczego nie potrafię znaleźć w samej sobie pozytywnych cech, o których co nieco, czasami ktoś coś wspomni. jedyne to, co ‚podoba’ mi się, to tylko moje brązowe oczy. co prawda nie wiem jakim cudem to się stało, bo rodzice mają totalnie inne kolory tych oto ‚organów’(?!) [cóż, nie jestem zbyt dobra z biologii-,-] odbiegam od tematu, jak zawsze. i na dodatek uparta, jak osioł [bez obrazy dla osłów, czy tam ośląt. jeden uj.]
jutro o tej porze będę ‚świętować’ nowy rok. z jednej strony ciekawa jestem jaki będzie, a z drugiej mam to za przeproszeniem w dupie. ale może tym razem się uda. i w końcu zjawi się jakiś nierealny cud i wszystko się zmieni. albo chociaż jakaś cząstka mnie.
nie chce być potworem, tak jak do tej pory. w tym roku, po raz pierwszy to ja ‚zakończyłam znajomość’, a nie ta druga osoba, którą praktycznie zawsze był jakiś frajerowaty facet. zresztą nie warto tego rozgrzebywać. było, minęło. mam nadzieję, że nie powtórzy się. nie mam zamiaru pisać jakiejś epopei na mój temat. co prawda już to pewnie robie od początku moich beznadziejnie beznadziejnych zapisków. ale cóż, jak wspominałam wcześniej – nie jestem polonistką! i moja nauczycielka od tego oto przedmiotu powinna to zrozumieć. cóż, jade na samych trójach. to przecież też ocena, nieprawdaż? ;|

skoro wskoczyłam do tej rzeki, muszę sobie jakoś poradzić, nauczyć się pływać. sama sobie to stworzyłam. pretensje? ależ skąd, mogę je mieć tylko do siebie. i żyję nadzieją, że się nie utopie^^ żałosna jestem.

chyba nastał czas na sen. bo znając mnie, jutro będzie zgon do południa. z tym też trzeba jakieś zmiany!

czemu przemoknięta? a bo ja wiem? może dlatego, że ostatnio trafiam na deszcz, a tęcza nie jest zbyt kolorowa i ucieka ode mnie. co z tego? przecież kocham szarość…


  • RSS